O autorze
Jestem turystą rowerowym i narciarskim, wychowanym jeszcze w "starej szkole" PTTK. Od ponad 30 lat podróżuję po Polsce i Europie podczas jedno- i wielodniowych wędrówek. Ulubione miejsca - wyjątkowy Beskid Niski, aktywne Góry Izerskie, wspaniałe Dolomity.

Od kilku lat prowadzę blog podróżniczy Znajkraj, gdzie dzielę się relacjami z naszych najciekawszych aktywności na rowerze i na biegówkach. Prowadzę popularny profil turystyczno-krajoznawczy na Instagramie.

Publikuję na łamach kultowego Magazynu Turystyki Rowerowej Rowertour. Jestem członkiem konsorcjum turystyki rowerowej Polskiej Organizacji Turystycznej. Współpracuję z organizacjami turystycznymi z Polski i z zagranicy.

Rowerem na stulecie Łotwy. Z Łatgalii nad Bałtyk

Na rowerze po Łotwie
Na rowerze po Łotwie Fot. Szymon Nitka, Znajkraj
Obchodząca w tym roku stulecie uzyskania niepodległości Łotwa dla wielu Polaków jest zaledwie przystankiem tranzytowym w podróży ku dalekiej Skandynawii. Spiesząc się nie zauważamy, że mijamy po drodze państwo, które w ostatnich latach przeszło proces głębokich zmian i wraz z pozostałymi krajami bałtyckimi wywalczyło sobie miejsce w środkowoeuropejskim towarzystwie. Tydzień spędzony przeze mnie na rowerze na Łotwie pokazuje, że Łotwa może stać się czymś więcej, niż tylko przerwą w długiej trasie po Europie.

Najbardziej odpocząłem nad Morzem Bałtyckim. Po kilku dniach jazdy ze wschodu na zachód Łotwy mogłem sobie w końcu pozwolić na odpoczynek. Sprzyjały temu piękna pogoda i wspaniałe łotewskie wybrzeże. Bałtyk ma tu zupełnie inny wymiar. Na północ od Rygi nie ma korków, nie ma gęsto rozsianych kurortów, nie ma... niczego. By dotrzeć do charakterystycznej, niewielkiej latarni morskiej, jeszcze niedawno leżącej w wodzie, zrzuconej przez fale z klifu, trzeba szukać wąskiego przejścia między pustymi, tajemniczymi posesjami lub przejść długi kawałek plażą.
Niedaleko na północ, w okolicy miejscowości Tuja, woda wydrążyła w niskich klifach piaszczyste groty. Prowadzą do nich efektowne pomosty, obok powstał kemping skryty w cieniu nadmorskich sosen. To chyba najpopularniejsze miejsce na wybrzeżu na północ od Łotwy, a konkuruje z tzw. Białą Wydmą - odciętym przez rzekę od lądu wąskim fragmentem bałtyckiej plaży w miejscowości Saulkrasti.
Wcześniej zajmowała mnie Łatgalia, którą w Polsce znamy dzisiaj pod nazwą Inflantów Polskich. Prawie 200 lat polskiego panowania na tych ziemiach zostawiło wiele śladów po naszych rodakach. Polskie szkoły, polskie tablice na cmentarzach i w miejscach pamięci, dawni polscy właściciele wartych odwiedzenia obiektów, a przede wszystkim nawet około 15% dzisiejszych mieszkańców tych ziem, nazywających siebie Polakami. Nawet główna siedziba Związku Polaków na Łotwie znajduje się nie w stołecznej Rydze, ale właśnie w Łatgalii, w drugim największym mieście kraju - Dyneburgu.
Wśród miejsc, które powstały dzięki polskim mieszkańcom tych ziem jest piękny, schowany w lesie koło wsi Lūznava (dawne polskie Dłużniewo) dwór, do którego z Rēzekne prowadziło pierwszych kilkanaście kilometrów mojej łotewskiej wyprawy. Dwór zaprojektowany został przez polskiego inżyniera i generała armii rosyjskiej Stanisława Kierbedzia w stylu Art Nouveau, a wybudowany został w 1911 roku już po jego śmierci przez córkę Eugenię. Odnowiony z pomocą środków pomocowych Unii Europejskiej dawny dwór Kierbedziów kontrastuje dzisiaj z budynkami zamkniętych zakładów przemysłowych w centrum wsi.
W Łatgalii niesamowite wrażenie robi przyroda. Droga wijąca się przez pofałdowany, polodowcowy krajobraz Parku Narodowego Raźno właściwie nie przecina żadnej wsi. Jedynie kilkanaście samotnych gospodarstw, część opuszczona, próbuje przetrwać w tej pięknej zielonej dziczy. Jakże różnią się te tereny od polskich, gdzie kolejne łąki i leśne polany kolonizują nowe inwestycje. Na Łotwie jest odwrotnie - tutaj człowiek oddaje naturze co kiedyś zabrał.
Na skutek procesów społecznych i gospodarczych z jakimi mierzymy się również w Polsce i całej Europie, w ostatnich 25 latach populacja Łotwy zmalała o 25% - z prawie 2,7 miliona w 1989 roku do poniżej 2 milionów w 2015 roku. Co piąty młody, sprawny, w wielu przypadkach dobrze wykształcony Łotysz postanowił szukać swojego szczęścia poza granicami kraju, najczęściej na Wyspach Brytyjskich. Jednak to, co z jednej strony wydaje się kryzysem, z drugiej jest szansą dla... turystyki, w tym także rowerowej. Więcej o szczegółach wycieczki na Łotwę piszę na moich stronach, zapraszam.
Wschód kraju to dzisiaj często pozamykane zakłady rolnicze i przemysłowe, opuszczone domy. Ale wciąż pozostali serdeczni mieszkańcy, z naturalną ciekawością względem przybyszów z innych krajów, bezpieczne prawie puste drogi, przybywające wciąż kolejne miejsca noclegowe, udogodnienia krajoznawcze, inwestycje w infrastrukturę. Każdy pociąg przyjeżdżający na wschód z Rygi ma przedział rowerowy, a nieniepokojona niczym bujna natura ma swoje 5 minut w momencie słabości miejscowego człowieka.
Wśród miejsc stworzonych przez człowieka jest niesamowita twierdza w Dyneburgu. Budowana przez Rosjan nad Dźwiną została ukończona w 1878 roku powstaniem warownego małego miasta, w którym gościli m.in. carowie Aleksander I, Mikołaj I, Aleksander II, Aleksander III i Mikołaj II. Dziś Łotysze chwalą się dyneburską twierdzą jako jedyną tak dobrze zachowaną budowlą tego typu i tej wielkości w Europie.
Na Łotwę najszybciej jest dostać się linią lotniczą Air Baltic. Mój lot był jednym z pierwszych wykonanych z lotniska im. Lecha Wałęsy w Gdańsku, a łotewska linia lata jeszcze z Warszawy. Ciekawe, że Air Baltic bryluje w rankingach punktualności, a w magazynie pokładowym z maja 2018 szczyciła się 4. miejscem na świecie w ostatnim rankingu. I taka właśnie jest Łotwa. Z jednej strony kusząca wygodnym transportem na pokładzie 4. najbardziej punktualnej linii lotniczej świata, z drugiej pokazująca swoje naturalne atrakcje z szutrowych, czasem mocno zakurzonych traktów na wschodzie kraju.


Szymon Nitka
Znajkraj
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...